Obcy w lesie. Jak gatunki inwazyjne po cichu zmieniają polską przyrodę
Las rzadko kojarzy się z inwazją. Inwazja brzmi jak nagły alarm, huk i przekroczona granica. Tymczasem ta przyrodnicza najczęściej zaczyna się ciszej: od sadzonki w ogrodzie, krzewu przy drodze, rośliny posadzonej w dobrej wierze albo gatunku przypadkowo przeniesionego wraz z transportem. Po latach okazuje się, że gość nie tylko został, ale zaczął zmieniać reguły życia całego ekosystemu.
Gatunek obcy nie jest automatycznie wrogiem przyrody. Wiele organizmów przeniesionych poza naturalny zasięg nie tworzy trwałych populacji albo nie wyrządza wyraźnych szkód. Problem zaczyna się wtedy, gdy gatunek staje się inwazyjny: wypiera organizmy rodzime, zmienia siedliska, ogranicza różnorodność biologiczną, powoduje straty gospodarcze lub zagraża zdrowiu ludzi. Dlatego inwazje biologiczne są jednym z najmniej widowiskowych, ale bardzo poważnych skutków epoki antropocenu. Człowiek stał się kurierem gatunków: przenosi je szybciej i dalej, niż zrobiłyby to naturalne procesy.
Mechanizm inwazji jest zwykle stopniowy. Najpierw gatunek obcy zostaje wprowadzony lub zawleczony, potem przeżywa w nowym miejscu, następnie tworzy samoodnawiające się populacje, a dopiero w kolejnej fazie zaczyna widocznie przekształcać siedlisko. W tym czasie często korzysta z przewagi, której nie mają gatunki rodzime: szybkiego wzrostu, obfitego owocowania, rozmnażania wegetatywnego, tolerancji na zaburzenia albo braku naturalnych wrogów. Dlatego zagrożenie bywa zauważane dopiero wtedy, gdy usunięcie rośliny jest trudne, kosztowne i wymaga wieloletnich działań.
Najlepszym symbolem tego zjawiska w polskich lasach jest czeremcha amerykańska (Prunus serotina). Jej historia brzmi jak ostrzeżenie przed nadmierną pewnością człowieka. Sprowadzona do Europy jako roślina ozdobna, a później wykorzystywana w leśnictwie, miała służyć m.in. poprawie warunków siedliskowych i ochronie drzewostanów. Do Polski introdukowano ją w 1813 r.; zakładano, że użyźni ubogie siedliska skuteczniej niż gatunki rodzime. W praktyce okazała się rośliną ekspansywną, szczególnie kłopotliwą w podszycie, gdzie może utrudniać odnowienie lasu i ograniczać rozwój innych gatunków.
Skala problemu nie jest wyłącznie lokalna. Badania dotyczące Lasów Państwowych wskazują, że czeremcha amerykańska występuje tam głównie jako roślina podszytowa, na 99 185 ha, czyli na 1,4% powierzchni zarządzanej przez PGL LP.
Ta liczba nie brzmi katastroficznie, ale właśnie w tym tkwi jej znaczenie: inwazja biologiczna nie musi od razu przykryć całej mapy kraju. Wystarczy, że konsekwentnie zajmuje luki, brzegi lasów, prześwietlenia i miejsca osłabione wcześniejszą ingerencją człowieka. Tam, gdzie podszyt zostaje zdominowany przez jeden ekspansywny gatunek, las traci część swojej wewnętrznej różnorodności. Nie jest to tylko problem estetyczny: zmienia się dostęp światła, konkurencja o wodę i składniki pokarmowe, a młode osobniki drzew rodzimych mają gorszy start.
Polskie lasy nie są twierdzami odpornymi na obcą florę. W opracowaniu dotyczącym roślin naczyniowych obcego pochodzenia zadomowionych w lasach Polski zestawiono 180 takich taksonów. Autorzy podkreślają, że środowisko leśne bywa odporniejsze niż silnie przekształcone siedliska otwarte, ale odporność ta ma granice. Szczególnie podatne okazują się fitocenozy zniekształcone, monokultury, pobocza, rowy melioracyjne, ekotony, polany i zręby. Innymi słowy: obcy gatunek najłatwiej wchodzi tam, gdzie człowiek już wcześniej naruszył ciągłość i strukturę lasu.
Czy wiesz, że w niektórych przypadkach wprowadzanie nowych gatunków może być korzystne? Więcej na ten temat ⇉TUTAJ⇇
Jeszcze wyraźniej widać to w dolinach rzek. Rzeka jest korytarzem życia, ale w antropocenie staje się także korytarzem inwazji. Woda, transport osadów, powodzie, brzegi naruszane przez człowieka i rekreacyjne użytkowanie dolin tworzą układ idealny dla gatunków szybkich, odpornych i oportunistycznych. Badania dolin Świdra i Rządzy pokazały obecność licznych obcych roślin inwazyjnych, m.in. klonu jesionolistnego, kolczurki klapowanej, niecierpka drobnokwiatowego i nawłoci późnej. Podobne wnioski płyną z badań doliny środkowej Warty, gdzie stwierdzono 21 inwazyjnych gatunków roślin, najczęściej m.in. przymiotno kanadyjskie, klon jesionolistny, uczep amerykański, nawłoć kanadyjską i moczarkę kanadyjską.
Szczególnie wrażliwe są łęgi, czyli lasy związane z wodą, okresowymi zalewami i żyzną glebą. W badaniach łęgów jesionowo-wiązowych w dolinach polskich rzek obecność obcych gatunków inwazyjnych stwierdzono na blisko 70% badanych powierzchni. W zbiorowiskach z ich udziałem obserwowano mniejsze bogactwo gatunków rodzimych, zwłaszcza higrofilnych i cienioznośnych gatunków leśnych, a także mniejszą liczbę krzewów i mchów. To ważne, bo inwazja nie tylko „dodaje” nową roślinę do krajobrazu. Ona często coś odbiera: cień, wilgotność, miejsce dla siewek, zróżnicowanie runa, a czasem charakter całego siedliska.
Podobnie działają rdestowce (Reynoutria spp.), które w dolinach rzecznych potrafią tworzyć zwarte, jednogatunkowe płaty na dawnych siedliskach łęgów i zarośli wierzbowych. Opracowanie poświęcone gatunkom mokradłowym wskazuje, że w takich płatach może spadać liczebność bezkręgowców, a same rośliny ograniczają dostęp do brzegów wód i mogą niszczyć zabezpieczenia przeciwpowodziowe. To przykład sytuacji, w której zielona masa nie oznacza zdrowego ekosystemu. Przyroda może być pozornie bujna, a jednocześnie uboższa.
Najbardziej medialnym przykładem pozostaje barszcz Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi). Jego obecność pokazuje, że inwazja biologiczna może bardzo szybko przestać być wyłącznie problemem botaników. Wytyczne dotyczące zwalczania kaukaskich barszczy obejmują nie tylko biologię gatunku, lecz także wpływ na zdrowie ludzi, zasady BHP, kwestie prawne, obowiązki właścicieli terenów, monitoring i finansowanie działań. W tym przypadku roślina staje się sprawą publiczną: dotyczy samorządów, szkół, rolników, turystów i mieszkańców.
Problem nie omija nawet obszarów chronionych. Inwentaryzacja wybranych roślin obcych w Wolińskim Parku Narodowym i jego otulinie objęła m.in. czeremchę późną, robinię akacjową i rdestowce, wskazane jako potencjalne lub rzeczywiste zagrożenie dla środowiska przyrodniczego Parku. Autorzy podkreślali potrzebę monitorowania otoczenia starych nasadzeń, usuwania naturalnego odnowienia oraz niewprowadzania gatunków obcych w pobliżu granic parku. To ważna lekcja: ochrona przyrody nie kończy się na tablicy z nazwą parku narodowego. Gatunki przemieszczają się przez granice administracyjne dużo łatwiej niż ludzie zarządzający tymi granicami.
Z tego powodu walka z gatunkami inwazyjnymi nie może polegać wyłącznie na późnym koszeniu, wycinaniu albo chemicznym zwalczaniu. Najważniejsza jest prewencja: niewprowadzanie ryzykownych gatunków do ogrodów i nasadzeń, szybkie wykrywanie nowych stanowisk, konsekwentny monitoring, ochrona naturalnej struktury siedlisk i edukacja. Opracowania dotyczące mokradeł wskazują, że do ograniczania inwazji potrzebne są wiedza o biologii gatunku, rozpoznanie jego rozmieszczenia, ocena wpływu na lokalną szatę roślinną oraz działania dostosowane do konkretnego przypadku.
Obcy w lesie nie zawsze wygląda obco. Może być zielony, zwyczajny, nawet ładny. Może przez lata nie budzić emocji, dopóki nie stanie się częścią problemu większego niż pojedyncza roślina. Historia czeremchy amerykańskiej, niecierpków, klonu jesionolistnego, rdestowców czy barszczu Sosnowskiego przypomina, że przyroda nie jest zbiorem elementów, które można dowolnie przestawiać bez konsekwencji. Antropocen to nie tylko emisje, beton i plastik. To także epoka, w której człowiek przenosi życie z miejsca na miejsce, a potem odkrywa, że nie każdą introdukcję da się łatwo cofnąć.
Autor: Marcin Goliwąs
Tekst nagrodzony w ramach konkursu „Głos młodzieży Antropocenu” – I miejsce w kategorii powyżej 18 lat.
Więcej ekologicznych ciekawostek możecie poznać na naszych profilach ⯆
Źródła:
Bijak, S., Czajkowski, M., Ludwisiak, Ł. (2014). Występowanie czeremchy amerykańskiej (Prunus serotina Ehrh.) w Lasach Państwowych. Leśne Prace Badawcze, 75(4), 359–365.
Chmielecki, B., Kucharski, L. (2018). Gatunki inwazyjne w dolinie środkowej Warty. Biuletyn Uniejowski, 7, 77–95.
Dajdok, Z., Pawlaczyk, P. (red.) (2009). Inwazyjne gatunki roślin ekosystemów mokradłowych Polski. Świebodzin: Wydawnictwo Klubu Przyrodników.
Danielewicz, W., Wiatrowska, B., Dajdok, Z., Tokarska-Guzik, B. (2020). Rośliny naczyniowe obcego pochodzenia zadomowione w lasach Polski. Fragmenta Floristica et Geobotanica Polonica, 27(2), 451–471.
Grajewski, S., Miler, A. T., Licznierski, M. (2013). Wykorzystanie opisu taksacyjnego do oceny występowania czeremchy amerykańskiej Prunus serotina Ehrh. Rocznik Ochrona Środowiska, 15, 1287–1301.
Kołaczkowska, E. (2010). Obce inwazyjne gatunki roślin w krajobrazie dolin Świdra i Rządzy. Prace Komisji Krajobrazu Kulturowego, 13, 152–163.
Kowalska, A. (2020). Neofityzacja łęgów jesionowo-wiązowych w dolinach polskich rzek. Przegląd Geograficzny, 92(3), 327–340.
Perzanowska, J., Korzeniak, J., Król, W., Cierlik, G., Tworek, S. (2016). Występowanie wybranych, obcych geograficznie gatunków roślin na terenie Wolińskiego Parku Narodowego i jego otuliny. Chrońmy Przyrodę Ojczystą, 72(5), 337–351.
Sachajdakiewicz, I., Mędrzycki, P., Wójcik, M., Pastwa, J., Kłossowski, E. (2014). Wytyczne dotyczące zwalczania barszczu Sosnowskiego (Heracleum sosnowskyi) i barszczu Mantegazziego (Heracleum mantegazzianum) na terenie Polski. Warszawa: Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
Solarz, W. (2012). Przyczyny i skutki inwazji biologicznych na świecie i w Polsce. Studia i Materiały CEPL w Rogowie, 14(33), 9–14.

Dodaj komentarz