Między ławką a siedliskiem. O przyszłości Parku Śląskiego – Piotr Fajkis

Między ławką a siedliskiem. O przyszłości Parku Śląskiego

Ogród Japoński w Parku Śląskim
Ogród Japoński w Parku Śląskim Fot. Piotr Fajkis

Najłatwiej zacząć od Promenady generała Jerzego Ziętka. To tutaj Park Śląski najbardziej przypomina miejską rzekę ludzi: ktoś idzie z psem, ktoś prowadzi dziecko za rękę, ktoś jedzie powoli rowerem, ktoś po prostu szuka ławki i cienia. W tle słychać ptaki, a między alejkami stoją kosze. Nie widzę śmieci. Widzę za to porządek, który wielu osobom kojarzy się z dobrze utrzymanym parkiem.

Tylko że Park Śląski nie jest zwykłym parkiem. Jego historia zaczyna się od krajobrazu, którego dzisiaj prawie nie umiemy sobie wyobrazić, patrząc na drzewa i szerokie aleje. Decyzja o utworzeniu parku zapadła w 1950 roku, na terenie zdegradowanym i przekształconym przez przemysł, kojarzonym z hałdami, wysypiskami, bagnami i zapadliskami. Z nieużytków miała powstać oaza zieleni, później nazywana „zielonymi płucami Śląska”. To określenie bywa dziś używane tak często, że łatwo przestać je słyszeć. A przecież w nim kryje się najważniejsza opowieść o tym miejscu: Śląsk nie tylko wydobywał, produkował i przekształcał ziemię, ale potrafił też próbować ją leczyć.

Mam w tej historii także rodzinny ślad. Moja babcia, która mieszka na Dębie, dzielnicy Katowic położonej przy Parku Śląskim, wspominała, że dawniej w okolicy były hałdy i łąki. Z czasem teren zarastał, był zabudowywany i przekształcany. Ta relacja nie jest naukowym dowodem, ale pomaga zrozumieć coś, czego nie pokazuje sama mapa: krajobraz aglomeracji nie jest dany raz na zawsze. Zmienia się razem z decyzjami ludzi.

Dzisiaj Park Śląski jest miejscem rekreacji, wydarzeń, atrakcji i odpoczynku. I dobrze. Miasto potrzebuje przestrzeni, w której można pobiec, spotkać się, zabrać młodsze rodzeństwo, przejść się z dziadkami albo położyć na trawie. Duża Łąka, którą znam jako zawsze skoszoną, jest właśnie takim miejscem: czytelnym, otwartym, przygotowanym dla człowieka. Nie każdy fragment parku musi wyglądać jak dziki zagajnik. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy chcemy, żeby cały park był równie gładki, równy i przewidywalny.

Duża Łąka
Duża Łąka Źródło: parkslaski.pl

Bo Park Śląski jest także ekosystemem. Nie dekoracją do spaceru, ale miejscem życia drzew, ptaków, owadów, płazów i roślin. Można opisać go jako przestrzeń bogatą przyrodniczo, z terenami leśno-parkowymi, stawami, alejami i ścieżkami edukacyjnymi. Audyt krajobrazowy województwa śląskiego wskazuje, że park pełni funkcje przyrodnicze, ekologiczne, klimatyczne, rekreacyjne i edukacyjne. To ważne, bo pokazuje, że nie trzeba wybierać między człowiekiem a przyrodą. Trzeba raczej zadać trudniejsze pytanie: ile miejsca człowiek powinien zostawić innym gatunkom?

W takim miejscu łatwo pomylić przyrodę z tłem. Idziemy alejką, widzimy drzewa, słyszymy ptaki i traktujemy to jako oczywistość, jakby park sam z siebie miał zawsze działać. Tymczasem każdy fragment zieleni jest wynikiem jakiejś decyzji: czy zostawić stare drzewo, czy posadzić nowe, czy skosić trawę, czy pozwolić jej urosnąć, czy oczyścić wszystko do ostatniego liścia, czy zostawić trochę materii organicznej dla gleby i drobnych organizmów. To są decyzje mniej widowiskowe niż nowe atrakcje, koncerty albo remonty alejek, ale od nich zależy, czy park za kilkanaście lat nadal będzie miejscem żywym.

Ścieżka w Parku Śląskim
Ścieżka w Parku Śląskim Fot. Piotr Fajkis

W Parku Śląskim szczególnie ważne jest to, żeby nie urządzać całej przestrzeni według jednego wzoru. Promenada Ziętka może być reprezentacyjna i wygodna. Duża Łąka może służyć odpoczynkowi, piknikom i wydarzeniom. Ale dalej, poza najbardziej uczęszczanymi trasami, powinny istnieć miejsca cichsze, mniej równe, mniej „pocztówkowe”. Takie fragmenty nie muszą przyciągać tłumów. Ich wartość polega właśnie na tym, że dają schronienie temu, co małe i łatwe do przeoczenia: owadom, ptakom, roślinom, grzybom, organizmom żyjącym w glebie. Park, który zostawia miejsce tylko ludziom, staje się uboższy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wygląda bardziej elegancko.

Dlatego edukacja jest tu równie ważna jak pielęgnacja. Jeżeli odwiedzający zobaczą zarośniętą alejkę bez żadnego wyjaśnienia, część z nich uzna ją za bałagan. Jeśli jednak obok pojawi się prosta tablica mówiąca, że to miejsce dla zapylaczy, ptaków i zatrzymywania wilgoci, ten sam widok zaczyna znaczyć coś innego. Park nie tylko odpoczywa wtedy od człowieka. Człowiek uczy się, że porządek w przyrodzie nie zawsze wygląda tak samo jak porządek na chodniku.

Najlepszym symbolem tego napięcia jest trawa. Skoszona daje poczucie ładu. Wyższa bywa odbierana jako zaniedbanie. A jednak właśnie w mniej intensywnie koszonych fragmentach mogą znaleźć swoje miejsce zwierzęta. Nowoczesne zarządzanie zielenią nie polega na pielęgnacji wszystkiego tak samo, lecz na dopasowaniu intensywności prac do funkcji miejsca. Tam, gdzie ludzie odpoczywają, spacerują albo organizują wydarzenia, krótka trawa ma sens. Ale gdzie indziej warto zostawić parkowi trochę swobody.

Podobnie jest z drzewami. Gdybym miał wybrać jeden symbol tego tekstu, byłoby nim drzewo, bo drzewo w mieście nie jest tylko ładnym tłem. Daje cień, zatrzymuje wilgoć, ochładza powietrze, łagodzi upał. W epoce zmian klimatu cień przestaje być dodatkiem do spaceru, a zaczyna być elementem bezpieczeństwa. Kiedy betonowe części miast nagrzewają się coraz mocniej, duży park miejski staje się schronieniem. Nie luksusem, nie ozdobą, ale infrastrukturą życia.

Jest jeszcze woda. Po otwarciu stawu po remoncie szczególnie widać, że w Parku Śląskim woda porządkuje krajobraz, przyciąga ludzi, ale jest też ważna dla życia ryb, żab i kaczek. Zbiorniki, cieki, wilgotne miejsca i ich otoczenie tworzą przestrzeń dla zwierząt i roślin wodnych. Mają też znaczenie dla retencji, czyli zatrzymywania wody w krajobrazie. 

Mosty nad stawem w Parku Śląskim
Mosty nad stawem w Parku Śląskim Fot. Piotr Fajkis

Dlatego główne pytanie tego tekstu jest trochę pułapką. Park Śląski nie powinien być ani muzeum zieleni, w którym człowiek chodzi na palcach, ani parkiem atrakcji, który przyrodę traktuje jak dekorację przy alejce. Powinien być przestrzenią mądrej równowagi. Promenada może być pełna ludzi. Duża Łąka może pozostać miejscem rekreacji. Ale część fragmentów powinna być bardziej naturalna, lepiej chroniona i wyjaśniona tablicami edukacyjnymi. Wtedy „dzikość” nie będzie wyglądała jak zaniedbanie, tylko jak świadoma decyzja. 

W tej sprawie nie chodzi o to, żeby zatrzymać park w miejscu i bać się każdej zmiany. Modernizacja jest potrzebna, jeśli poprawia dostępność, bezpieczeństwo i komfort odwiedzających. Ale każda inwestycja powinna zaczynać się od pytania, co już w tym miejscu żyje. Czy nowe rozwiązanie nie zabierze cienia? Czy nie przerwie spokojnego fragmentu zieleni? Czy nie zamieni żywego siedliska w kolejną uporządkowaną powierzchnię? W parku przyszłości najważniejsze nie będzie to, ile atrakcji da się zmieścić na mapie, ale czy człowiek potrafi zaplanować je tak, by nie wypychać z niej przyrody.

Park Śląski jest testem ekologicznej dojrzałości regionu. Jeśli Śląsk umiał stworzyć zieleń tam, gdzie były hałdy, nieużytki i ślady przemysłu, powinien też umieć ochronić ją w epoce zmian klimatu. Największym sukcesem parku nie będzie to, że stanie się coraz bardziej efektowny. Będzie nim to, że nadal pozostanie miejscem, w którym człowiek odpoczywa, ale nie zajmuje całej przestrzeni dla siebie.

Autor: Piotr Fajkis

Tekst nagrodzony w ramach konkursu „Głos młodzieży Antropocenu” – I miejsce w kategorii do 18 lat.

Więcej ekologicznych ciekawostek możesz poznać także na naszych profilach ⯆

Autor


Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *