Jak zostać współsponsorem katastrofy? – czyli kilka słów o fast fashion – Adrianna Łukaszczyk

Jak zostać współsponsorem katastrofy? – czyli kilka słów o fast fashion

Wyobraź sobie tę sytuację: zbliża się nowy sezon, nowa pora roku. Z inną pogodą pojawiają się nowe trendy, a ty czujesz, że to jest dobry moment na odświeżenie swojej szafy. Niby masz coś z tamtego roku, ale nie zaszkodzi przecież sprawić sobie najnowszej bluzki albo tej pary jeansów, która ostatnio podbija internet. Co więc wybierasz? Idziesz do galerii, do Zary albo H&M? A może kupujesz coś online na Temu lub Shein? Jeżeli brzmi to znajomo, to niestety muszę przekazać ci smutną wiadomość: uczestniczysz w tzw. fast fashion – zjawisku równie uzależniającym, co przerażającym. 

Co oznacza to określenie? Opisuje się nim masową produkcję taniej odzieży o słabej jakości, skupiającą się na nieustannym dostarczaniu ubrań w nowym, najmodniejszym stylu. Wielu osobom zjawisko to nie jawi się jako problem – jest szybko i tanio, a ubrania inspirowane najnowszymi trendami w ciągu kilku dni mogą znaleźć się w naszej garderobie. A słabą jakość też przecież można przeboleć, szczególnie gdy w nowe ubranie nie zainwestowaliśmy zbyt dużo. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak niebezpieczne, zarówno dla Planety, jak i człowieka, są tego rodzaju praktyki. Niby coś słyszymy o problemach ekologicznych i społecznych wywołanych naszym stylem życia, no ale przecież wszyscy tak robią, więc może to tylko jakieś pogłoski?

Niestety nie są to żadne pogłoski, a fast fashion jest obecnie jednym z najbardziej palących problemów ekologicznych na świecie. Zanim jednak przejdę do konkretnych danych, chciałabym zatrzymać się nad przyczynami tego zjawiska oraz wzrostu jego popularności.

Ważnym schematem wydaje się w tym kontekście zmiana “modelu” – zamiast kilku modowych sezonów rocznie, mamy ich aż kilkadziesiąt (asortyment w sklepach zmienia się nawet kilka razy w tygodniu). Inną przyczyną może być powstanie i opłacalność tzw. offshoring’u. Jest to zjawisko polegające na przeniesieniu procesów przedsiębiorstwa za granicę; w przemyśle tekstylnym oznacza to umieszczanie fabryk w krajach rozwijających się (głównie państwa azjatyckie) oraz redukcję kosztów do minimum. Zwiększenie popularności plastiku również można rozpatrywać w kategorii przyczyn “szybkiej mody”. Paliwem biznesu fast fashion stały się bowiem włókna syntetyczne; poliester jest bardzo tani oraz łatwo dostępny, można go też szybko wyprodukować; jest odporny na gniecenie, co również czasami stanowi dodatkowy atut. Natomiast w kontekście samych konsumentów, istotna niewątpliwie jest rola mediów społecznościowych – wytwarzają one nowe trendy, algorytmy analizują ich popularność, a fabryka jest w stanie wyprodukować nowe ubrania w ciągu 3-5 dni (ultra fast fashion). Warto wspomnieć także o tym, co dzieje się w mózgu konsumenta podczas “szybkich zakupów”. Kupienie nowej części garderoby powoduje natychmiastowy wyrzut dopaminy (hormonu szczęścia). W dyskursie medialnym słyszy się nawet określenia typu “terapia zakupowa”.

Skala problemu jest naprawdę porażająca. Warto przywołać kilka statystyk dotyczących tego, jak przemysł tekstylny wpływa na naszą Planetę.  

Wyprodukowanie jednego T-shirtu wiąże się ze zużyciem około 2700 litrów wody, co odpowiada objętości około 15 pełnych wanien wody. Do produkcji często wykorzystywana jest woda słodka, co przy ograniczonych jej zasobach w niektórych regionach świata budzi szczególne wątpliwości i kontrowersje. 

Sektor mody odpowiada za około 10% całkowitej emisji gazów cieplarnianych – jest to więcej niż łączne emisje z ogólnoświatowego ruchu lotniczego i żeglugi. Oznacza to, że produkcja ubrań w większym niż lotnictwo i żegluga (razem wzięte!) stopniu przyczynia się do niebezpiecznych zmian klimatu, wywołujących coraz częstsze katastrofy naturalne (susze, pożary, ekstremalne zjawiska pogodowe itd.), zagrażające ludziom i środowisku naturalnemu. 

Co więcej, 35% mikroplastiku w oceanach pochodzi z prania odzieży zawierającej włókna syntetyczne, zatruwając ekosystemy i przyczyniając się do masowej śmierci zwierząt. 

Fast fashion, poza tym że korzysta głównie z poliestru i innych włókien syntetycznych, zatruwa również środowisko produkując ogromną ilość odpadów. Działa tutaj swego rodzaju mechanizm psychologiczny – im mniej zapłacę za ubranie, tym łatwiej będzie mi je później wyrzucić. W efekcie, przeciętny Europejczyk wyrzuca ok. 12 kg ubrań rocznie – mniej więcej jedna porządnie zapakowana walizka idzie do kosza. 

Implikuje to ogromny problem społeczno-ekonomiczny: nasze porzucone ubrania zalegają później na plażach w krajach Globalnego Południa, zaśmiecając krajobraz, zanieczyszczając ekosystem i szkodząc lokalnym społecznościom. Ubrania nazywane są w Ghanie obroni wawu„ubrania martwego, białego człowieka”. Samo określenie jest bardzo wymowne, a zdjęcia z wybrzeży Ghany jeszcze bardziej dają do myślenia. 

Ubrania płyną tam pod szyldem odzieży używanej, choć w rzeczywistości niejednokrotnie są tak zniszczone i niezdatne do użytku, że można je określić jako śmieci, których na Zachodzie nikt nie chce używać. Symbolem zachodniego konsumpcjonizmu i braku odpowiedzialności zdają się być ogromne targi sprzedające odzież używaną. Kantamanto Market w stolicy Ghany – Akrze – jest jednym z największych centrów handlu taką odzieżą na świecie. Przez targ przewija się średnio 100 ton ubrań dziennie – przy takiej ilości właściwa ich selekcja i utylizacja praktycznie nie jest możliwa. Około połowa tekstyliów trafia na nielegalne wysypiska, prowadząc do poważnych konsekwencji – od zagrożeń chemicznych dla lokalnej fauny i flory (ubrania poliestrowe uwalniają do gleb i wody toksyczne chemikalia), przez zanieczyszczenie krajobrazu, po zagrożenia szkodliwymi substancjami dla ludzi sortujących ubrania, pracujących zazwyczaj bez rękawiczek czy odzieży ochronnej. 

Masowa odzież z Zachodu oznacza również zagładę dla lokalnych, rodzinnych marek, które nie są w stanie konkurować z cenami oferowanymi przez firmy fast fashion.

Pomimo katastrofalnej sytuacji w państwie, władze nie decydują się na całkowity zakaz importu; spowodowałoby to potężny kryzys na rynku pracy – szacuje się, że źródło utrzymania mogłoby stracić nawet 30 000 osób.

Źródło: Greenpeace Polska

Niestety nie jest to jedyny etap, w którym nasze lekkomyślne działania wpływają na dramatyczną sytuację na Południu.

Branża produkcji tekstylnej jest w wielu krajach (szczególnie w Azji Południowo-Wschodniej) ważnym pracodawcą, a w fabrykach fast fashion tania siła robocza jest zjawiskiem powszechnym. W tych właśnie miejscach nierzadko dochodzi do łamania praw człowieka, dyskryminacji, przemocy. Naruszane jest m.in. prawo do bezpiecznej i higienicznej pracy (narażenie na toksyczne substancje chemiczne, używane do obróbki i barwienia tkanin, czy też fizyczne urazy ciała). Pracownicy są wyzyskiwani i często muszą pracować ponad swoje siły. Redukowanie kosztów do minimum prowadzi do głodowych pensji i wielogodzinnych zmian, przy braku czasu na przerwę i regularne posiłki. Ze względu na trudne sytuacje ekonomiczne u lokalnych rodzin, do pracy niejednokrotnie zatrudniane są także dzieci.

Źródło: Unpacking Toxic Textiles | Green America

Jak widać, najwyższą cenę za nasz nadmierny konsumpcjonizm oraz wątpliwe decyzje producentów ponoszą zarówno inni ludzie, jak i cały ekosystem. Systemy prawne wprowadzają różne rozwiązania m.in. Parlament Europejski wprowadził zakaz tzw. greenwashingu, czyli pseudoekologicznego marketingu, polegającego na tworzeniu mylnego i fałszywego wrażenia, że marka oraz jej produkty mają dobry wpływ na zdrowie i środowisko. Wprowadzono także odgórny zakaz niszczenia odzieży niesprzedanej. Co jednak my, jako konsumenci, możemy zrobić, żeby postępować bardziej odpowiedzialnie i nie przyczyniać się do katastrof społecznych i ekologicznych? Na przykład stosować się do czterech zasad zero waste: refuse (odmawiaj), reduce (ogranicz), reuse (użyj ponownie), recycle (poddawaj recyklingowi). Zawsze warto przed zakupami zapytać siebie “czy na pewno tego potrzebuję?” i ograniczyć ilość kupowanej odzieży. Możemy wybierać także rzeczy dobrej jakości ze sprawdzonych źródeł oraz kupować ubrania “z drugiej ręki” (np. w second-handach). Należy też zwyczajnie troszczyć się o to, co mamy i nosimy na co dzień. W ten sposób dokładamy swoją cegiełkę do stworzenia systemu, w którym nie obciążamy konsekwencjami naszych działań innych ludzi oraz Planety. Ekologiczny przemysł nie dotyczy tylko wielkich koncernów i międzynarodowych biznesów – odpowiedzialność ciąży także na nas, konsumentach, naszych wyborach i decyzjach – oby były one świadome i empatyczne. 

Autorka: Adrianna Łukaszczyk

Tekst nagrodzony w ramach konkursu „Głos młodzieży Antropocenu” – III miejsce w kategorii powyżej 18 lat.

Więcej ekologicznych ciekawostek możesz poznać także na naszych profilach ⯆

Autor


Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *